Potrzeba nie przynagli lub wiatr, co się darzy.

Wyż przystani jest źródło bijące z kamienia;

Przejrzyste jego wody gaj topól ocienia.

Tam lądujem. Bóg któryś powiódł nas tą drogą

W ćmę nocną, gdy najlepsze oczy nic nie mogą,

Bowiem mgła na okręty spadła — nawet z góry

Księżyc nam nie przyświecał, schowany za chmury.

Nikt więc tego ostrowu nie widział na oczy,

Jak nie widzi tej wełny525, co k’lądu się toczy,

Dopiero kiedy o brzeg wytnie nawy bokiem.