Wełnistych tryków moje popodsadzał druhy!

Za trzodą szedł cap z wolna na samym ostatku,

Krom kudłów mnie, człowieka, dźwigał on w dodatku.

Jędzon go, jak poprzednio macając po grzbiecie,

Rzekł doń: — O mój koziołku, nie choryś ty przecie?

Dziś wybiegasz ostatni, a zawsze, bywało,

Tyś pierwszy na pastwisko gnał przed trzodą całą,

Za trawką, kwiatkiem, zawsześ pierwszy szedł do wody;

Przed innymiś się śpieszył w wieczór do zagrody,

A teraz ty ostatni! Jakże cię obchodzi