I spaliłem mu lędźwie. Lecz moja obiata

Wzgardzona! Zeus zamierzył pogrążyć w odmęty

I wierną mi drużynę, i lotne okręty!

Na wybrzeżu dzień cały siedzimy do mroku,

To przy mięsnej biesiadzie, to przy winnym soku;

Lecz gdy słońce zapadło, a noc przyszła potem,

Do snu na brzegu morza legliśmy pokotem.

Nazajutrz, wraz z Jutrzenką zbudzony różową,

Idę na okręt, wzywam czeladź okrętową,

By co prędzej od lądu odczepiała liny.