Gdy słota albo zimny wicher dął na dworze.

Spoczął tedy Odysej. Przy nim tuż na ziemi

Pokładli się parobcy, ale pasterz z niemi

Spać nie myślał: o trzodę swoją on troskliwy,

Wybierał się do obór. Odys był szczęśliwy

Z tego sługi, co chociaż w domu pana nie ma,

Dba o jego dobytek i taki ład trzyma.

Więc się zbierał, miecz ostry przewiesił z ramienia,

Wdział chlajnę, która chroni go od przeziębienia,

Na tę jeszcze zarzucił skórę z dużej kozy,