Niech się ziści, a będę cię jak bóstwo sławił!”

Rzekł i zaciął rumaki; lotnymi kopyty

Wpadły w miasto, po równi cwałują odkrytej

Przez dzień cały; gdy ciemny mrok poczernił szlaki,

Do zamku Dioklesa przybyli junaki.

Ojcem jego Orchiloch, syn Alfeuszowy.

U Diokla tam w Ferach i nocleg gotowy

Znaleźli, i gościnne przyjęcie im dano.

Ze wschodzącą nazajutrz Jutrzenką różaną,

Zaprzągłszy, jadą dalej w przekrasnej kolasie