I odkąd mu małżonka908, cna pani, umarła.

Z płaczu przyszła nań starość wczesna i przygniata;

Ona także z tęsknoty po synie909 ze świata

Zeszła śmiercią okropną. O! Niech tak nie kończy

Nikt dobry, kto mnie kocha, z kim przyjaźń mnie łączy!

Dopóki ona żyła, choć smutkiem przybita,

Dopóty wszystkim dla mnie była ta kobieta.

Szukałem jej, rozmawiał — bom chował się przecie

Z długoszatną Ktimeną910 jak własne jej dziecię,

Z tą ostatnią jej córką, panną urodziwą;