Bądź w proch zetrzeć człowieka, bądź stawić na szczycie!”

Powiedziawszy to, usiadł. Młodzianek w zachwycie

Do serca cisnął ojca, łez wylewał strugi.

Rozbolał się, rozrzewnił, tak jeden, jak drugi.

Obaj głośno szlochali, kwiląc jakby ptaki,

Jastrzębie albo sępy, kiedy im chłopaki

Z gniazd wydrą nieudolne do lotu pisklęta:

Tak kwiliły, zawodząc, oba niebożęta,

Że i słońce by zaszło, oni nie przestali,

Gdyby syn nie zapytał: