Wyszła przez suki-dziewki na wierzch tajemnica.

Wpadli gachy, groźnymi jęli lżyć mnie słowy,

I zmusili dokończyć. Całun był gotowy!

Dłużej mi niepodobna wesela odkładać —

Cóż począć? Już rodzice zaczęli napadać

Na mnie, abym szła za mąż, i syn mój się krzywi

Widząc, jak go tu niszczą. Lecz to mnie nie dziwi:

Zmężniał i sam dziedzicznym mieniem władać może,

Byłeś ty go swą łaską wspierał, Zeusie, boże!

Lecz powiedz mi, kto jesteś? Skąd ród twój pochodzi?