— Ja nie ożenię się nigdy z panną Wiktoryna — powiedział Eugeniusz do pani Vauquer, a w głosie jego było tyle zgrozy i wstrętu, że się wszyscy obecni zdumieli.

Ojciec Goriot uścisnął rękę studenta. Zdawało się, że chcę ją ucałować.

— Och, och! — zawołał Vautrin. — Dobrze mówią Włosi: col tempo!

— Czekam na odpowiedź — rzekł do Rastignaca posłaniec pani de Nucingen.

— Powiedzcie, że przyjdę.

Posłaniec wyszedł. Eugeniusz znajdował się w stanie okrutnego rozdrażnienia, który pozbawiał go zimnej rozwagi.

— Co robić? — pytał siebie głośno. — Dowodów nie ma!

Vautrin uśmiechnął się. W tej chwili płyn połknięty z kawą zaczął wywierać swe działanie. Galernik był jednak tak silny, że wstał jeszcze z miejsca, popatrzył na Eugeniusza i rzekł głucho:

— Młodzieńcze, szczęście spływa na nas we śnie.

I upadł bez życia.