— Ojcze, nie psuj tego albo mnie okryjesz hańbą. Ojcze, słyszysz?
— Mężu, przez litość! — rzekła matka.
— Ojcze — krzyknęła Eugenia głosem tak przeszywającym, że Nanon, przestraszona, weszła do pokoju.
Eugenia rzuciła się na nóż, który znalazła pod ręką i stanęła w obronnej pozycji.
— No i co? — rzekł zimno Grandet, uśmiechając się chłodno.
— Mężu, mężu, zabijasz mnie! — rzekła matka.
— Ojcze, jeżeli twój nóż naruszy bodaj cząsteczkę tego złota, ja się przebiję tym oto nożem. Już doprowadziłeś matkę do śmiertelnej choroby, zabijesz i córkę. Więc dobrze, rana za ranę, rób swoje.
Grandet trzymał nóż i szkatułkę i patrzał na córkę wahająco.
— Ty byłabyś do tego zdolna, Eugenio? — rzekł.
— Tak, mężu — odparła matka.