— Jak to! — wykrzyknął Rafael, znalazłszy się sam — dziś, w wieku nauki, kiedyśmy odkryli, że diamenty są krystalicznym węglem, w epoce, gdy wszystko umiemy wytłumaczyć, kiedy policja stawiłaby nowego Mesjasza przed sąd i przedłożyłaby jego cuda Akademii, w czasie, w którym wierzymy tylko w to, co stwierdzone notarialnie, ja miałbym wierzyć, ja, w jakieś Mane, Tekel, Fares?... Nie, na Boga, nie uwierzę, aby najwyższa istota mogła znaleźć przyjemność w dręczeniu niewinnego człowieka... Idźmy poradzić się uczonych.
Przybył niebawem, pomiędzy Halą win, olbrzymim zbiornikiem beczek, a Salpêtrière, olbrzymim seminarium pijaństwa, nad małe bajorko, gdzie pluskają się kaczki, wyróżniające się rzadkością gatunków, a mieniące ich kolory, podobne katedralnym witrażom, błyszczą w promieniach słońca. Wszystkie kaczki świata były tutaj, krzycząc, chlapiąc się, żerując i tworząc coś w rodzaju kaczego parlamentu, ale na szczęście bez konstytucji i zasad politycznych. Żyły, nie lękając się myśliwych, pod okiem przyrodników, którzy zaglądali na nie od czasu do czasu.
— Oto pan Lavrille — rzekł odźwierny do Rafaela, który poprosił o audiencję u tego arcykapłana zoologii.
Margrabia ujrzał małego człowieczka głęboko zatopionego w mądrych dumaniach nad obrazem dwóch kaczek. Uczony ten, człowiek w sile wieku, miał fizjognomię łagodną, osłodzoną jeszcze uprzejmym wyrazem; ale w całej jego osobie wyrażała się namiętność nauki. Peruka jego, ustawicznie drapana i fantastycznie przekrzywiona, odsłaniała rąbek siwych włosów i świadczyła o żądzy odkryć, która podobnie jak wszystkie namiętności odrywa nas tak potężnie od rzeczy tego świata, iż tracimy świadomość własnego ja. Rafael, człowiek nauki i wiedzy, patrzył z podziwem na tego przyrodnika, którego dni poświęcone były rozszerzeniu wiedzy ludzkiej i którego błędy nawet pomnażały chwałę Francji; ale elegantka uśmiechnęłaby się z pewnością na widok odstępu znajdującego się pomiędzy spodniami profesora a kraciastą kamizelką, która to przestrzeń była zresztą suto wypełniona koszulą, pomarszczoną obficie wskutek ciągłego schylania się i prostowania w miarę zoologicznych spostrzeżeń.
Po paru wstępnych uprzejmościach Rafael uważał za stosowne wypalić panu Lavrille banalny komplement na temat jego kaczek.
— Och, na punkcie kaczek jesteśmy bogaczami — odparł przyrodnik. — Rodzaj ten jest zresztą, jak panu z pewnością wiadomo, najobfitszym z gatunku płetwonogów. Zaczyna się od łabędzia, a kończy się na kaczce zinzin, obejmując sto trzydzieści siedem odmian indywiduów bardzo odrębnych, mających swoje nazwy, obyczaje, swoją ojczyznę, swoją fizjognomię, i które tak samo są do siebie niepodobne jak biały i Murzyn. To pewna, proszę pana, iż kiedy jemy kaczkę, nie zdajemy sobie przeważnie sprawy z obszaru...
Przerwał na widok ładnej kaczki, która wyszła brzeg bajora.
— Widzi pan tu kaczkę z krawatem, biedne dziecię Kanady, przybyłą z daleka, aby nam pokazać swoje brunatno-szare upierzenie, swój mały czarny krawat! O, drapie się... Oto słynna gęś edredonowa czyli kaczka eider, pod której puchem śpią nasze elegantki; Jaka ona śliczna! Któż by nie podziwiał tego biało-różowego brzuszka, tego zielonego dzioba. Właśnie, proszę pana, byłem świadkiem sparzenia, o którym już zwątpiłem. Małżeństwo odbyło się dość szczęśliwie i będę niecierpliwie czekał wyników. Pochlebiam sobie, że uzyskam sto trzydziesty ósmy rodzaj, który może otrzyma moje nazwisko! Oto młodzi oblubieńcy — rzekł, pokazując dwie kaczki. — Jedna to gęś śmieszka (anas albifrons), druga to wielka kaczka gwiżdżąca (anas ruffina) Buffona. Długo wahałem się między kaczką gwiżdżącą, kaczką białobrewą i anas clypeata: o, widzi ją pan, to wielkie ciemnobrunatne ladaco o zielonej szyi mieniącej się tak delikatnie. Ale, drogi panie, kaczka gwiżdżąca miała czubek, rozumie pan tedy, że się nie wahałem. Brak nam tu jedynie kaczki z czarną mycką. Panowie koledzy utrzymują, że ta kaczka jest tożsama z cyranką o zakrzywionym dziobie; co do mnie...
Uczynił cudowny gest malujący zarazem skromność i dumę uczonego, dumę pełną uporu, skromność pełną zarozumiałości.
— ...Nie sądzę — dodał. — Widzi pan, drogi panie, że my tu nie tracimy czasu. Zajmuję się w tej chwili monografią gatunku kaczka... Ale jestem na pańskie rozkazy.