— Co znowu?... — pyta Adolf tonem najwyższego zgorszenia, który zawsze sprawia przyjemność kobiecie.
W istocie Justysia przedstawia skończony typ pokojówki, służącej u aktorki; dziewczyna trzydziestoletnia, pocętkowana przez ospę tysiącem dołeczków, ciemna jak Cyganka, długie nogi a mało ciała, oczy wiecznie chorowite, zresztą dość zgrabna.
Miała ochotę wydać się za Benedykta, ma uskładanych dziesięć tysięcy franków, ale na ten niespodziewany atak Benedykt podziękował za służbę. Taki jest portret tyrana domowego posadzonego na tronie przez zazdrość Karoliny.
Justysia pije co rano swoją kawę w łóżku i umie się o to postarać, aby dostawała równie dobrą, jeżeli nie lepszą od samej pani. Justysia wychodzi niekiedy na miasto, nie prosząc o pozwolenie, a wychodzi wystrojona jak żona drugorzędnego bankiera. Ma różowy kapelusik, dawną suknię pani, przerobioną, piękny szal, buciki z brązowej skóry i imitacje drogich kamieni.
Justysia miewa swoje złe humory i daje uczuć swej pani, że jest równie kobietą jak ona, jakkolwiek nie jest mężatką. Ma swoje czarne momenty, swoje kaprysy, swoje melancholie. Wreszcie ośmiela się mieć swoje nerwy!... Odpowiada szorstko, jest nieznośna dla reszty służby; mimo to wszystko gaża260 jej uległa znacznej podwyżce.
— Moja droga, ta dziewczyna robi się z każdym dniem niemożliwsza — mówi pewnego dnia Adolf do swojej żony, spostrzegłszy, że Justysia podsłuchuje pod drzwiami — i jeżeli ty się jej nie pozbędziesz, ja sam gotów jestem ją odprawić.
Karolina przerażona, zmuszona jest w czasie nieobecności pana powiedzieć Justysi kazanie.
— Justysiu, ty nadużywasz mojej dobroci dla ciebie: masz tu doskonałą pensję, masz ładne obrywki261, podarki; staraj więc się utrzymać, bo pan chce cię oddalić.
Panna służąca upokarza się, płacze; tak jest przywiązana do pani! O, w ogień by za panią poszła, dałaby się posiekać; do wszystkiego byłaby gotowa dla niej.
— Gdyby pani miała co do ukrycia, wszystko wzięłabym na siebie.