— Jak to? Wiesz...
— Wszystko!... I o starej Mahuchet i o twoich wyprawach, aby zabrać małego na obiad wówczas, gdy ma wolną niedzielę.
Niekiedy sprawa Chaumontel jest naturalnym dzieckiem; to jeszcze najniewinniejszy rodzaj spraw Chaumontel.
— Jakimi krecimi drogami umiecie wy chodzić, wy wszystkie pobożnisie! — wykrzykuje Adolf przerażony.
— To Justysia odkryła wszystko.
— A, rozumiem teraz przyczynę jej zuchwalstwa!...
— Och, mój najdroższy, twoja Karolina była bardzo nieszczęśliwa i to szpiegowanie, którego przyczyną jest moja bezrozumna miłość dla ciebie, bo ja cię kocham... Do szaleństwa... Nie, gdybyś ty mnie zdradził, uciekłabym na koniec świata... Teraz rozumiesz... Ta fałszywa zazdrość wydała mnie na łaskę Justysi... Więc, mój złoty, musisz wydobyć mnie z tego!
— Niechże cię to nauczy, mój aniołku, żebyś nigdy nie posługiwała się twoimi ludźmi, jeżeli chcesz, by ci służyli istotnie. To najniższa z wszystkich tyranii być wydanym na ich łaskę.
Adolf korzysta ze sposobności, aby przerazić Karolinę, bo myśli o swoich przyszłych sprawach Chaumontel i chciałby raz na zawsze uwolnić się od szpiegowania.
Wzywa się Justysię, Adolf odprawia ją natychmiast, nie chcąc słuchać jej tłumaczeń. Karolina mniema, iż jej mała niedola jest zakończona. Przyjmuje inną pannę służącą.