— Z odrobiną cynobru?
Adolf, który widzi, iż twarz jego żony zapowiada nadciąganie burzy, zbliża się i siada na krześle tuż przy niej. Karolina, nie mając dostatecznego pretekstu, aby odejść, usuwa na bok swoją suknię uderzeniem nogi, jak gdyby chciała w ten sposób zaznaczyć separację. Niektóre kobiety umieją temu ruchowi nadać coś z wyzywającej impertynencji; jednakże może on mieć dwojakie znaczenie: mówiąc terminem wistowym101, jest to albo inwit102 pod króla albo renons103. W tej chwili Karolina markuje104 renons.
— Co ci jest? — pyta Adolf.
— Czy chcesz może szklankę wody z cukrem? — pyta Karolina tonem dbałości o twoje zdrowie i obejmując (z ironiczną przesadą) rolę pokornej służącej.
— Dlaczego?
— Bo nie masz zbyt przyjemnych momentów trawienia, musisz bardzo cierpieć w tej chwili. Może chcesz do wody z cukrem parę kropel araku105. Doktor mówił, że to jest wyborny środek.
— Jak ty się interesujesz moim żołądkiem!
— Przecież to centrum, które komunikuje ze wszystkimi organami, może oddziała na twoje serce, a stamtąd może i na język.
Adolf wstaje z krzesła i przechadza się, nie mówiąc ani słowa, ale myśli o tym, jak nieustannie rozwija się inteligencja jego żony; jak z każdym dniem nabywa większej siły i cierpkości, jak stopniowo Karolina staje się geniuszem w drażnieniu i potęgą wojenną w dysputach, przywodzącą mu na pamięć Karola XII i Rosjan.
Równocześnie Karolina oddaje się niepokojącej mimice: przybiera pozory osoby, której się robi słabo.