— Karolino, z chwilą gdy się zaczyna przechodzić do porządku nad tymi drobnostkami.... Gdy się ustępuje zbyt łatwo i nie trwa w zawziętości i gniewie... Czy ty wiesz, co to znaczy?
— No, cóż? — pyta Karolina, zaniepokojona dramatyczną pozą Adolfa.
— Że się mniej kocha.
— O ty potworze! Rozumiem cię: więc ty się dąsasz, aby mnie przekonać o tym, że mnie kochasz!
Niestety! Wyznajmy otwarcie! Adolf mówi prawdę w jedyny sposób, w jaki można ją mówić: w formie żartu.
— I po co ty mi zrobiłeś taką przykrość? — pyta Karolina. — Czy może ja w czym zawiniłam? Czy nie mogłeś wytłumaczyć wszystkiego miło, uprzejmie, zamiast mi mówić tak po prostu, niegrzecznie — (udanym, grubym głosem) — „Nos ci czerwienieje!”. Nie, tak się nie robi! Żeby ci się przypodobać, powiem ci tak, jak mówi twoja piękna Fischtaminelka: „To nie po gentlemańsku”.
Adolf śmieje się i ponosi koszta pojednania; ale zamiast odkryć, co może sprawić przyjemność Karolinie i co może ją do niego przywiązać, przekonuje się, czym ona go przywiązuje do siebie.
XIII. Historia kliniczna willi za miastem
Czy to należy do przyjemności, nie wiedzieć, czego sobie życzy własna żona, gdy się jest żonatym?... Bywają kobiety (to zdarza się jeszcze na prowincji) dość naiwne, aby po prostu i prędko powiedzieć, co im sprawia przyjemność, albo na co mają ochotę. Ale w Paryżu, prawie wszystkie kobiety doznają pewnej rozkoszy, patrząc jak mężczyzna nadsłuchuje poruszeń ich serc, ich kaprysów, ich pragnień (trzy określenia jednej i tej samej rzeczy!), kręci się, krąży, obchodzi w koło, miota się, rozpacza niby pies szukający pana.
Nazywają to wówczas być kochaną, nieszczęsne istoty!... I niejedna z nich powiada sobie w duchu, jak Karolina: „Jak też on sobie da radę?”.