— Nie zaszedłeś do pani de Fischtaminel? — wtrąca nagle w środku jakiegoś wyjaśnienia nadzwyczaj zawikłanego, które ci przerywa w połowie bez najmniejszej ceremonii.

— Po cóż miałbym tam zachodzić?...

— Byłbyś mi tym zrobił przyjemność; chciałabym wiedzieć, czy jej salon już jest ukończony...

— Owszem, już.

— A, więc byłeś tam?...

— Nie, tapicer mi mówił.

— Znasz jej tapicera?...

— Znam.

— Któryż to jest?

— Braschon.