— Hę! — rzekł rozbójnik — czyżby ropuchy mówiły tutaj?

— Jestem książę Bracciano! Kto-

220 Olimpia

kolwiek jesteś, jeżeli nie jesteś zausznikiem księżnej, pójdź, na imię wszystkich świętych, pójdź do mnie...

— Trzebaby wiedzieć, gdzie jesteś, mości książę — odparł Rinaldo z zuchwalstwem człowieka, który czuje się potrzebny.

— Widzę cię, przyjacielu, oczy moje bowiem przywykły do ciemności. Słuchaj, idź prosto... dobrze... skręć na lewo... chodź... tu... Jesteś tuż przy mnie.

Rinaldo, wysuwając przez ostrożność ręce przed siebie, napotkał sztaby z żelaza.

— Oszukują mnie! — krzyknął bandyta.

— Nie, dotknąłeś mojej klatki...

Albo Tajemnice Rzymu 221