— Często zdarzało się, iż król zaślubiał pasterza — rzekł sentencjonalnie Mistigris.
Mrugnięcie okiem w stronę ojca Léger uspokoiło w zupełności rolnika.
— Na honor — rzekł hrabia do Oskara — szczęśliwy jestem, że spotkałem młodego człowieka, który może mi coś powiedzieć o tej osobistości; potrzebuję protekcji hrabiego w dosyć poważnej sprawie, w której nic by go nie kosztowało dopomóc mi: chodzi o reklamację u rządu amerykańskiego. Byłbym bardzo rad dowiedzieć się czegoś o charakterze hrabiego de Sérisy.
— Och, jeżeli pan chce dojść do celu — odparł Oskar, przybierając sprytną minę — niech się pan nie zwraca do niego, ale do jego żony; kocha się w niej jak wariat, nikt o tym lepiej nie wie ode mnie, do jakiego stopnia; a żona nie może go znosić.
— A czemu? — spytał Jerzy.
— Hrabia ma jakąś wstrętną chorobę skóry, z której doktor Alibert na próżno sili się go wyleczyć. Toteż hrabia de Sérisy dałby połowę swego olbrzymiego majątku, aby mieć taką pierś jak moja — rzekł Oskar rozchylając koszulę i pokazując dziecięcą cerę. — Żyje samotnie, zagrzebany w swoim, pałacu. Ho, ho! Trzeba mieć dobre plecy, aby się do niego dostać. Przede wszystkim, wstaje bardzo wcześnie, pracuje od trzeciej do ósmej; począwszy od ósmej odbywa swoje kuracje: kąpiele siarczane albo parowe. Gotują go w rozmaitych pudłach blaszanych, bo wciąż ma nadzieję wyzdrowienia.
— Skoro jest tak dobrze z królem, czemuż nie poprosi króla, aby go dotknął? — spytał Jerzy.
— Więc ta dama ma męża gotowanego na miękko! — rzekł Mistigris.
— Hrabia przyrzekł trzydzieści tysięcy franków słynnemu szkockiemu lekarzowi, który go leczy w tej chwili — ciągnął Oskar.
— Ależ w takim razie żony jego nie można potępiać, że się troszeczkę... — rzekł Schinner, nie kończąc.