— Dowiedz się, panie artysto — odparł sentencjonalnie Jerzy — że nie można mówić źle o ludziach, których się nie zna, a ten mały dowiódł nam, że zna hrabiego de Sérisy jak zły szeląg. Gdyby mówił tylko o hrabinie, można by myśleć, że jest dobrze z...

— Ani słowa o hrabinie de Sérisy, młokosy! — wykrzyknął hrabia. — Jestem przyjacielem jej brata, margrabiego de Ronquerolles, i kto by się ośmielił drasnąć honor hrabiny, miałby ze mną do czynienia.

— Ten pan ma słuszność — wykrzyknął malarz. — Nie tykać kobiet; świeżo malowane.

Honor i damy! Widziałem ten melodramat! — wykrzyknął Mistigris.

— Jeżeli nie znam Miny, znam za to ministra sprawiedliwości — rzekł hrabia, patrząc na Jerzego. — Jeżeli nie noszę moich orderów, mogę się postarać, aby ich nie dano tym, którzy na nie nie zasługują. Wreszcie, znam tyle osób, że znam i pana Grindot, architekta pracującego w Presles... Stań no, Pietrek, wysiądę na chwilę.

Pietrek dobił aż do końca wioski Moisselles, do gospody, w której zatrzymują się pasażerowie. Ten kawałek drogi upłynął w głębokim milczeniu.

— Do kogo jedzie ten mały ladaco? — spytał hrabia Pietrka, pociągnąwszy go w kąt dziedzińca.

— Do rządcy pana hrabiego. To syn biednej kobiety, która mieszka przy ulicy de la Cerisaie; noszę tam często owoce, zwierzynę, drób; niejaka pani Husson.

— Kto jest ten pan? — zagadnął Pietrka ojciec Léger, skoro hrabia się oddalił.

— Dalibóg, nie wiem — odparł Pietrek — wiozę go pierwszy raz; ale to mógłby być ów książę, do którego należy zamek w Maffiers; mówił mi właśnie, że wysiada w drodze, nie jedzie do Isle-Adam.