— Niech pan nie gniecie papierów — rzekł minister, wydobywając akt z kieszeni — oto jest to, czego pan szuka.
Crottat obrócił papier trzy razy, tak bardzo był zdumiony, że go otrzymuje z rąk dostojnego klienta.
— Jak to! Panie?... — rzekł wreszcie rejent do Jerzego.
— Gdybym go nie był wziął — dodał hrabia — ojciec Léger, który nie jest głupcem, jak pan wnosisz z jego pytań o uprawę roli, bo dowiódł tym panu, że zawsze trzeba myśleć o swoim zawodzie, ojciec Léger mógł go wziąć i przejrzeć mój projekt... Zrobi mi pan również tę przyjemność, aby zjeść ze mną obiad, ale pod warunkiem, że nam pan opowie egzekucję mucelim w Smyrnie i dokończysz nam pamiętników jakiegoś klienta, któreś zapewne przeczytał w rękopisie.
— Dostał byka za indyka — rzekł po cichu Leon de Lora do Józefa Bridau.
— Panowie — rzekł hrabia do rejenta z Beaumont, do pana Crottat, do panów Margueron i de Reybert — przejdźmy na drugą stronę, nie siądziemy do stołu, nie dobiwszy targu.
— No i cóż, to luby człowiek — rzekł Leon de Lora do Jerzego.
— Tak, ale mój pryncypał nie jest tak luby i poprosi mnie, abym poszedł sobie bujać ludzi gdzie indziej.
— Ba! Lubi pan podróżować — rzekł Bridau.
— Cóż za wcieranie czeka tego malca od państwa Moreau!... — wykrzyknął Leon de Lora.