— Chłopak, który nigdy nie dostał nagrody w szkole! — wykrzyknął Clapart.
W oczach mieszczuchów zdobywać nagrody w szkole jest rękojmią świetnej przyszłości dziecka.
— A ty dostałeś? — rzekła żona. — Oskar dostał czwartą wzmiankę.
Ten argument nakazał na jakiś czas milczenie panu Clapart.
— Do tego ta pani Moreau musi go kochać jak psy dziada w wąskiej ulicy. Będzie się starała zohydzić go przed mężem... Oskar rządcą Presles?... Ależ trzeba znać się na pomiarach, na gospodarstwie...
— Nauczy się.
— On? Właśnie! Załóżmy się, że, gdyby dostał nawet to miejsce, nie minąłby tydzień, a już strzeliłby jakiegoś bąka, za którego hrabia by go odprawił.
— Mój Boże, jak ty możesz tak się uprzedzać do biednego chłopca pełnego przymiotów, anielskiej słodyczy, niezdolnego uczynić nikomu nic złego?
W tej chwili trzask bicza, turkot szybko jadącej kolaski, parskanie koni, które zatrzymały się pod bramą, sprawiły poruszenie na ulicy de la Cerisaie. Clapart, który usłyszał, że wszystkie okna się otwierają, wyszedł na balkon.
— Odwożą ci Oskara pocztą! — wykrzyknął tonem, w którym zadowolenie przebijało się pod szczerym niepokojem.