Do Chloi

Czemuż ode mnie, Chloe257 urodziwa,

Stronisz, jak ona sarneczka pierzchliwa,

Matki po górach, kniejach szukająca,

Z bojaźni drżąca?

Bo czy to wietrzyk, co z trawką się pieści,

Ruchomym listkiem z wolna zaszeleści;

Czy wąż zasyczy, już tracąc nadzieję,

Cała płótnieje258.

Wszakże ja — świadkiem i ludzie, i bogi! —