kiedy nieco zmądrzeje i lat dojrzalszych już zazna!«”.
Ćwierć dnia już zmitrężywszy, przechodzim koło świątyni
Westy509. On stawić się w sądzie miał w związku z własnym procesem:
wiedział, że przegra sprawę, jeżeli inaczej uczyni,
rzecze więc: „Chwilkę bądź łaskaw zaczekać!” „Niech zginę z kretesem,
znam się jak kura na pieprzu510!” „Czy sprawę, czy ciebie opuścić?
Jestem w kłopocie!” „Mnie opuść!” „O, nigdy!” I (widać już wściekł się)
rusza jak opatrzony przed siebie. Ja za nim, bo juści
jak się tu oprzeć zwycięzcy? „A jakże z tobą Mecenas? —
on znów pyta. — Ten szczęściarz urządzać się umie roztropnie: