Tylko swego o radę niech pyta geniuszu,
A jeżeli go nie ma, to go rady zdradzą,
Bo na śmierć i na geniusz, mędrcy nie poradzą!
Tyś płakał łzami dziecka nad twoją ofiarą,
Dojrzałeś żarem słońca natchnień, mąk zapału,
I najpierwszy klęczałeś w piersi z żywą wiarą
Przed ołtarzem twych tworów lub śmiał się do szału
W duszy, z śmiesznych, dziwacznych, spaczonych postaci,
Któreś widział przed sobą, za które śmiech płaci,
Choćbyś wolał wyśmianym być, niż wyśmiać braci,