znam się jak kura na pieprzu8!” „Czy sprawę, czy ciebie opuścić?

Jestem w kłopocie!” „Mnie opuść!” „O, nigdy!” I (widać już wściekł się)

rusza jak opatrzony przed siebie. Ja za nim, bo juści

jak się tu oprzeć zwycięzcy? „A jakże z tobą Mecenas? —

on znów pyta. — Ten szczęściarz urządzać się umie roztropnie:

z garstką wybrańców przestaje jedynie! Gdybyś zapoznał

mnie z nim, o! wielkich względów z mej strony na pewno byś doznał:

ja bym ci robił u niego protegę9! Niech kaczka mnie kopnie,

jeślibyś wszystkich nie zaćmił!”. Ja na to: „Zdaje się, że nas

mylnie sądzisz. Boć w żadnym domu nie żyje się czyściej: