odsiecz ujrzałem: szedł Fuscus Aristius13! On jako zły szeląg
znał mojego kompana. Stajemy... „Ach, skądże to, skądże
dążysz, kochany, i dokąd?” — zapytał. Ja w miejscu się wiercę,
szczypię go z lekka w ramię i perskie oko doń robię,
głową mu kiwam, by chciał mnie ratować. On śmiał się niemądrze,
niby nie rozumiejąc... Mnie żółć aż wrzała w wątrobie!
„Kiedyś mówiłeś, że chciałbyś poufnie rozmówić się... a bez
świadków... ze mną...”. „Pamiętam, pamiętam! Lecz pozwól, że w kropce
dziś cię zostawię... Do jutra! Wszak dzisiaj trzydziesty jest szabas14,
chciałbyś podciętym Żydziaszkom w nos kopcić15?” „Przesądy mi obce!” —