— Jego łódź poszła na dno — odparły morświny. — Widziałyśmy ją tam. Ale w środku nikogo nie było. Sprawdziłyśmy uważnie.

— Na moim statku jest jego bratanek — powiedział Doktor. — Bardzo się boi, że piraci wyrzucili jego wujka za burtę. Czy możecie wyświadczyć mi przysługę? Dowiedzcie się, czy mężczyzna utonął czy nie.

— Na pewno nie utonął — powiedziały morświny. — Gdyby utonął, powiedziałyby nam o tym głębinowe skorupiaki. Znamy wszystkie słonowodne nowinki. Małże nazywają nas plotkarzami oceanu! Możesz powiedzieć chłopcu, że choć nie wiemy, gdzie jest jego wujek, gwarantujemy, że nie utonął.

Więc Doktor pobiegł pod pokład i przekazał wieści chłopcu, który zaklaskał w dłonie z radości. A potem dwugłowiec wziął go na grzbiet i obwiózł wokół stołu jadalnego, podczas gdy pozostałe zwierzęta szły za nimi, bijąc łyżkami w pokrywki od garnków, jakby brały udział we wspaniałej paradzie.

Rozdział osiemnasty. Zapachy

— Musimy znaleźć zaginionego wujka — rzekł Doktor. — To nasze następne zadanie, skoro wiemy już, że nie wrzucono go do morza.

Dab-Dab podeszła bliżej i szepnęła:

— Poproś o pomoc orły. Mają najlepszy wzrok ze wszystkich zwierząt na świecie. Potrafią wypatrzeć nawet mrówkę z wysokości kilku kilometrów. Niech poszukają wujka!

Więc Doktor wysłał jedną z jaskółek, żeby sprowadziła orły.

Jakieś pół godziny później maleńki ptaszek wrócił w towarzystwie sześciu upierzonych olbrzymów. Był tam bielik amerykański i afrykański, orzeł czarny, orzeł przedni, orłosęp i orzeł birkut, a każdy przynajmniej dwa razy wyższy od zapłakanego chłopca. Gdy przysiadły na relingu, przypominały rząd przygarbionych żołnierzy: poważnych, nieruchomych i czujnych. Tylko spojrzenia ich czarnych oczu przemykały to tu, to tam.