Ty, tak zbłąkany? O, ty cudzoziemiec!
Ponocnych rozmów samotności z wielce
Przypadkowymi twoimi druhami!
Serca samotność, jak skała z czeluści!
Nienasycony. O duchu bezsenny!
Duchu. O, głosie! Najwidniejsze światło!
Jak biegłeś, lejąc się, zbyt biały blasku,
Przez mrok, z wyrazów budując wokoło
Pałace, gdzie na jedno drgnienie serca
Wolno nam było zamieszkać. — O, głosie,