Przepasał, niby muszelki barwione,

Prawdy straszliwe i kłamstwa nas wszystkich.

I mimo oczu mu przelatywały

Sny nasze, jako stada dzikich ptaków,

Odbite w jezior leśnych lśniącej głębi.

Tu wkraczał, przed tę kurtynę na deskę,

Gdzie stoję oto, i jak w róg Trytona

Burzliwa wrzawa morza jest więziona,

Tak głos wszelkiego życia w nim dygotał:

Wielkością brzmiał. I już był całym borem