I polem z białym na przełaj gościńcem.

Tu siedzieliśmy, jak dzieci rozwarłszy

Oczy, patrzący w górę, jak ku zboczom

Skały olbrzymiej: a w tych wargach zdartych

Zatoka była, gdzie huczało morze.

W nim bowiem była ta, co wiele drzwi

Rozpycha gwałtem i nad dachy wzlata:

Potęga życia, niespętana niczym.

I jego to śmierć nagła skuła w pęta!

Zdmuchnęła oczy, których skryte jądro