Które dziedzictwem są moim, zdobionym

W liście i dzieci igrające płocho,

Abyś na wieży wraz ze mną zasiadał

Ponad ogrodem: dwaj młodzieńcy strzegą

Odrzwi, a w głowach ich, spod zgasłych źrenic,

Na poły odwrócony i bezmierny

Los jako oko głazu w ciebie patrzy,

Iż milkniesz, widząc u nóg mój krajobraz:

I niechby bodaj jeden wiersz twój kiedyś

Ku szlachetności dźwignął go w ustroniu,