— Postąpiła tak jak wszystkie dziewczęta w podobnej sytuacji, wszystkie tak reagują.
— Tak samo postępują! Tak samo! — bąka pod nosem reb Pinie.
Życzy wdowie „dobrego tygodnia” i wychodząc całuje mezuzę9.
Wdowa zagłębia się w myślach. Patrzy przez okno na niebo. Jest wdzięczna Bogu. Mruczy pod nosem.
— Dobra rzecz! Dobra nowina!
I byłaby to nawet dobra rzecz, gdyby nie ten fartuch...
I gdyby nie ten brzeg...
Bo gdy słońce zachodzi, na brzegu robi się radośnie i wesoło. Fajrant. Chłopi rozpalają przed swoimi słomianymi budkami ogień z odpadów drewna, wyjmują z budek patelnie i każdy smaży sobie swoją rybę. Jedzenie poszło w smak. Noc jest piękna, gwiaździsta. Chłop do czytania Pisma nie ma głowy...
Zaczynają więc śpiewać. Wnet u jednego znajduje się fujarka, u drugiego skrzypce. Gra muzyka. Nie zaszkodzi łyczek gorzały. Nogi same ruszają w tan. Słowem — „hulaj dusza”...
W taką noc wybierają się młodzi ludzie i kawalerowie z miasteczka na spacer lub do kąpieli w rzece. Przysłuchują się śpiewom, przyglądają się. Czasami przychodzą tu również dziewczęta... nic dobrego z takich rzeczy nie wychodzi. Czasem jakaś dziewczyna, jeśli nikt tego nie zauważy, podchodzi bliżej ucztujących chłopów. Na jej widok chłopak pozwala sobie na żarcik, czasami wciąga ją do tanecznego koła. Mało co się wtedy może dziać.