— Ona także?
— Ona także. Musowo. Często musi się... Po pijanemu chciała kiedyś Mośka podpalić.
— Co to za Mosiek?
— Nasz Mosiek... który wtedy dzierżawił karczmę... dzisiaj handluje u nas. Uczciwy człowiek z tego Mośka. Co do kredy, to nie wiem, ale w ogóle to dobry człowiek. Taki, jakiego nam trzeba. Potrafi zaprowadzić do felczera, doktora i adwokata. On wszystko potrafi.
— A ona go nie podpaliła?
— Gdzie tam! Pobiegła z płonącą pochodnią, żeby podpalić jego karczmę i upadła na ulicy. Po dziś dzień ma ślad po poparzeniu na ręce. Po prostu upadła z ręką w ogień. Podniosła krzyk... ledwo udało się ją odratować... potem rzecz oczywista przeprosiła Mośka i ten jej wybaczył... dobry człowiek z niego. Oto właśnie tam stoi.
Batem pokazuje kogoś z daleka. Ja widzę tylko jakiś cień na skraju drogi.
— To jego chałat — powiada Maciek — kołysze się. Nosi na plecach worek. Zapewne podąża za czymś do miasta.
— To dlaczego stoi?
— Chce, żeby go przewieźli przez rozlewisko.