Jedziemy dalej i z cienia robi się człowiek, prawdziwy Mosiek. Widzę już wyraźnie, jak poły jego chałata się kołyszą. Biała broda drży.

Zrównaliśmy się z nim. Już ręką uchwycił się wozu.

— Dobry wieczór, Macieju!

— Dobry wieczór, Mośku!

— Przewieź mnie przez wodę.

— Dziesiątak.

— Papieros!

— Wraz z kopiejką.

— Dwa papierosy.

Targuje się Mosiek z chłopem, krocząc po piasku za wozem.