— W takim razie? Nic.

Przechowuje jakąś tajemnicę.

— A jednak skąd ta woda?

— Co będziemy gadali po próżnicy...

I chcąc zmienić temat, pyta mnie:

— Czym Żyd handluje?

Teraz już wiem z całą pewnością, że z tą wodą nie jest tak całkiem prosto.

I błyszczy tak cudownie spokojnie w tę cichą noc... i jakoś dziwnie, niezwyczajnie, patrzy na nią. Nie odrywa od niej oczu... i wyczuwam w jego głosie coś niezwykłego... muszę otworzyć mu usta. Niech zacznie gadać.

— Coś tam ludzie — powiadam — gadają o tej wodzie.

— Mało co ludzie potrafią gadać...