Hm... nawet wyrazy „po wizycie” w cudzysłowie postawiłem.
A tak, „po wizycie”, „po wizycie”. Doskonale!
Nic! — Głupstwo! — Naturalnie, że mam umrzeć. Głupstwo! Phi!...
Boże, co za męka!
24 marca
Tak, ja to wszystko wiedziałem: wszystko, wszystko wiedziałem już przedtem. Gorączkowe sny, bezsenne noce, chora wyobraźnia ukazywały mi tylko obrazy śmierci i czułem ją w sobie. Wiedziałem, że umrę — tylko nie wierzyłem. A teraz wierzę. Niewiele w tym różnicy, a jednak dość by jej było, ażeby oszaleć. Ja nie oszalałem, wszystkie władze umysłu zdrowe, nietknięte, z większym jeszcze zapasem sił do pracy. W godzinę przemyślę nieraz wieki całe; uwaga moja nie może nadążyć za tą szybkością, z jaką się ślizgam po myślach.
Ze śmiercią jużem się oswoił nieco. Jeżeli mózg mój mógł przetrzymać te wszystkie katusze, jakie przeżyłem w ciągu ostatniego tygodnia, świadczy to tylko, że do wszystkiego przyzwyczaić się można. A choć nieraz czuję mroki obłędu pod czaszką, nie daję się jednak im pogrążyć. Całą siłą woli otrząsam się z tych mgieł ciemności i przywołuję do przytomności.
Tydzień mija, jakem23 nie dotknął kart tego dzienniczka. W pierwszych dniach śmierć moja wydawała mi się tak bliska, tak mająca spaść raptownie, żem się nie mógł oprzeć uczuciu obawy, czy zdążę choćby pomyśleć o czymśkolwiek, pożegnać się ze światem, nim mnie nicość śmierci pochłonie. Tak dalece znajdowałem się pod wpływem tej obawy spóźnienia się z przygotowaniami do śmierci, żem mimo woli mówił w przyśpieszonym tempie i poruszał się gorączkowo, starając się w czwórnasób skorzystać z czasu. Nigdy godziny nie zbliżały mnie tak niemiłosiernie prędko do końca. Płakałem z żalu za każdą przespaną godziną, która mnie okradała z tych nędznych resztek życia.
Przywykłem jednak, a więc uspokoiłem się. Chociaż Łopacki nie powiedział mi wyraźnie, kiedy to nastąpi, wiem przecież, że tylko na tygodnie życie swoje mam jeszcze obliczać. Choćby z tego mogę wnosić, że ani on, ani Starzecki, ani nikt nic nie mówi o wywiezieniu mnie na wieś. Znaczy to, że 1 maja nie doczekam może.
Ale mnie ten czas wydaje się jeszcze niesłychanie wielkim. Obliczam go na dnie, na godziny, minuty, sekundy nawet i czas mi się dłuży i jak guma rozciąga. Nie ilość dni i godzin stanowi co o życiu, ale ich użycie. Dzień może starczyć tak dobrze za rok cały, jak rok za godzinę. Ja przynajmniej o lat kilka przez ten tydzień postarzałem. Gdybym cudem jakimś zmartwychwstał na drugi dzień po swojej śmierci, byłbym starcem.