Pocisk był tak wielki, tak niespodziany, że nie mógł się nawet starać zapanować nad sobą.
Rzucił się gwałtownie i krzyknął prawie:
— Co? Powiedział ci to?!
To to zanadto wyraźne było. W jednej chwili zrozumiałem, że to prawda, że i jemu powiedział to samo Starzecki, kiedy dwa tygodnie temu wyszli razem.
Nie... nie mogłem już dłużej grać komedii; przestałem być panem siebie. Nerwy zanadto już były wyprężone i musiała nastąpić ta gwałtowna reakcja.
Zacząłem łkać gwałtownie, strasznie...
26 marca
Pozawczorajsze pisanie zaszkodziło mi widocznie i roznerwowało do tego stopnia, że, pomimo wstrętu, jaki mam do łóżka, musiałem się już przed wieczorem położyć. Mnóstwo myśli latało mi po głowie, ale zapomniałem wszystkich. Szkoda — zbliżałem się do czegoś, ścigałem jakąś marę, ale w końcu wszystko gdzieś zapadło.
Dziś znowu gorączka straszna. I z czego? A ja czuję, że ta gorączka najwięcej mnie wyczerpuje.
Była Zosia, alem z nią nic prawie nie rozmawiał. Dziwne mnie lenistwo chwilami obejmuje. Po szalonych, gwałtownych skokach myśli następuje niemal zupełny jej zanik. W mózgu lodowata cisza, w sercu znękanie, bezwładność w ciele, prawdziwe przerwy w życiu — a tu schodzą godziny i dnie.