23 kwietnia

Czuję, że po raz ostatni mam ten ołówek w ręce.

Mdlałem dziś kilka razy, a potem... nie wiem, czy spałem czy traciłem przytomność. Wszystko jedno...

A teraz gorączka...

W nocy majaczyłem podobno. Drzwi się otwarły i one weszły przestraszone... Może myślały, że kończę... A więc nocują tam w salonie! Czekają chwili... Wszystko mówi, że muszę umierać... Przygotowane wszystko... jeszcze trumny tylko nie ma... będzie... jutro... dziś nawet...

Męczę się, męczę... Już żegnać się trzeba...

Zostańcie tu z Bogiem... Żegnam was...

25 kwietnia

Dziś fiołki mi przynieśli... taki malutki bukiecik... Amelka przyniosła... Podobno wiosna już na świecie, w ogrodzie kasztany zielone... A tu nie ma zupełnie żadnego drzewa; pytałem się Stacha, a potem Zosi — ale nie ma zupełnie i nic z okna nie widać... Stach mi gałązkę kasztana przyniesie, ale tak długo nie przychodzi... Każę sobie nad łóżkiem zawiesić — albo może lepiej na kołdrze położyć? Tylko zwiędnie prędko...

27 kwietnia