Każdy za swoim obstawał zakonem,

Pełzły371, niknęły zamachy haniebne.

Wtem seraficznym372 akcentem i tonem,

Okryty laurem kaznodziejskiej pracy373,

Podniósł grzmotliwy głos ojciec Pankracy.

LXXXII

„A pókiż — krzyknął — barbarzyniec374 w błędzie,

Zoil375 przebrzydły, co się na nas miota,

A pókiż szarpać naszą sławę będzie

I bluźnić, zdrajca, subtelnego Szkota376?