„Bracia kochani, wam to los nadarza!”

Posłano w zwiady z krawcem aptekarza.

Między dzwonicą i furcianym gmachem,

Na starożytnej baszty rozwalinach,

Laty spróchniały, wiszący nad dachem,

Był stary lamus86; ten w tylu ruinach

Nabawił nieraz przechodzących strachem,

Chwiejąc się z wiatry w słabych podwalinach.

Tam, choć upadkiem groził szczyt wyniosły,

Po zgniłych krokwiach dostały się posły.