Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,

Pan adiutant wypija moje stare wino,

A jejmość, w kącie siedząc z panią starościną,

Kiedy się ja uwijam jako jaki sługa,

Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.

Po wieczerzy fajerwerk286. Goście patrzą z sali;

Wpadł szmermel287 między gumna288, stodoła się pali.

Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,

A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.

Powracam zmordowany od pogorzeliska,