Panie Pawle, wchodź waszeć! Patrzcie, jak się dąsa,

Grozi, ręce zaciera, tylko co nie kąsa,

Rwie się. — Trzymać go. — Puścić. — Aż nasz Paweł luby,

A cośmy się od niego spodziewali zguby,

Bądźmy teraz bezpieczni, pan Paweł nas kocha.

Skądże takowa dobroć, odmiana tak płocha?

Skryjmy się. Patrzcież teraz, jakie miny stroi,

Niechże się kto z nas wyda, że się śmiałka boi,

Zaraz męstwo przypadnie jakby na powodzie531,

Lubią sławę takowi, ale nie o szkodzie.