Dobre nawyknienia, zdrowe zasady, czyste uczucia, szlachetne chęci, wszystkie życiowe i moralne siły rosnąć muszą razem z dzieckiem, rosnąć w nim i rozwijać się razem z jego mózgiem, nerwami, mięśniami. Ono nie powinno uczyć się ich na pamięć, ani nawet czysto rozumowo, ale nimi oddychać, nimi nasiąkać, w nich żyć, tak jak musi żyć w czystym powietrzu, jeśli ma mieć płuca zdrowe.
Tylko taka moralność, która wsiąknie w krew, stanie się jego własną, tak jak własny jest jego system nerwowy, może być dla rodziców gwarancją, że ich dziecka świat nie zepsuje i życie nie złamie.
Do nabycia tej moralności prowadzi tylko jedna droga — przyzwyczajenie. Jak nauki przyswajamy sobie przez pracę umysłową, tak cnoty wyrabiamy przez nawyknienie, które dla charakteru jest tym, czym pamięć dla umysłu.
Dlatego to właśnie w wychowaniu moralnym żadna teoria, religijna czy bezwyznaniowa, nigdy w najmniejszym nawet stopniu nie zastąpi praktyki. Nie dość na tym, dodam jeszcze, że z wszelkimi teoriami moralnymi należy postępować niezmiernie ostrożnie, jest to broń obosieczna i czasem więcej szkody niż pożytku przynosi.
Zarówno rozumowane wykłady o różnych grzechach i cnotach, jak zwłaszcza wszelkie wypracowania na tematy moralne, a nareszcie wzory kaligraficzne zawierające piękne sentencje mogą niekiedy tylko odnieść ten skutek, że dzieci oswajają się z czczymi frazesami i umieją się nimi zręcznie posługiwać.
Jeżeli rozejrzymy się po świecie i przekonamy się, ile to już wzniosłych zasad spłowiało i zwietrzało wskutek ciągłego wywieszania ich na rynek, ile wspaniałych haseł sprofanowano wypisywaniem ich na szyldach nad pierwszym lepszym kramikiem, jak wskutek tego trudno jest już dziś wypowiedzieć słowo, które by struny serc ludzkich targnęło i dobyło z nich dźwięk silny i czysty — zrozumiemy, jak szkodliwym chwastem właśnie na polu życia moralnego są puste morały.
Zdaje się, że na tę niebezpieczną drogę wchodzi obecnie szkoła francuska. Szkoły świeckie, rywalizując z klasztorami, dążą do tego, by jak największy nacisk kłaść na naukę moralności. Tą moralnością drukowaną i pisaną przesycają wszystkie podręczniki, nie wyłączając podręcznika do zadań arytmetycznych. Ćwiczenia stylowe, gramatyczne, kaligraficzne, wypisy, wykłady historii pełne są sentencji moralnych, a nauczyciele cieszą się, że moralność przenika całe nauczanie.
Nie pomijają nawet i praktyki. Uczniowie stale zachęcani bywają do dobrych uczynków wszystkimi środkami, jakimi szkoły rozporządzają. W niektórych istnieje np. księga złota, do której wpisywane bywają dobre uczynki uczniów, uczynki stwierdzone zeznaniem dwóch świadków i podpisem mera4.
Niechaj nam ten obrazek ze szkoły francuskiej posłuży za przykład, co może dla wychowania moralnego zrobić system szkolny. Mimo najlepszych chęci kończy na moralnym faryzeizmie5.
Nie myślę bynajmniej twierdzić, ażeby teoria i rozumowanie nie miały mieć w wychowaniu moralnym żadnego zastosowania. Przeciwnie, wiem dobrze, że moralność zwyczajowa, moralność bezwiedna i automatyczna wystarcza tylko na powszednie życiowe stosunki, lecz zawodzi tam, gdzie w zmienionym położeniu nową drogę wykreślić sobie lub wybrać potrzeba. Moralność musi być świadoma, musi być myśląca i samodzielna, więc i dzieci od najwcześniejszych lat muszą się uczyć myśleć o tym, co złe i dobre, między jednym i drugim rozróżniać.