Cały ten system opiera się na najzupełniejszej nieznajomości natury dziecka i przeczy jej najelementarniejszym potrzebom.
Tkwi w niej przede wszystkim potrzeba ruchu i potrzeba czynu. Dziecko chce żyć, swą energię życiową na zewnątrz wyczerpywać; jeżeli my, oddziaływając na nie, przeciwstawimy mu same hamulce, a nie nastręczymy żadnej podniety, bezwarunkowo wywołamy opór, sobie i jemu utrudniając zadanie. Jeżeli władza nasza rodzicielska zasadzać się będzie na samych ograniczeniach i zaporach, stanie mu się ona równie niemiła, jak i zasady, w imię których działa. Może nawet zmusimy dziecko do uległości i posłuszeństwa, ale zmusimy zewnętrzną powagą zamiast skłonić wewnętrznym przekonaniem.
Pomijamy i przeoczamy fakt pospolity, który niezmiernie łatwo sprawdzić się daje, że otwierając dziecku pożądane pole działalności i pożądaną sferę zainteresowania, od razu, bez wysiłku powstrzymać możemy działalność szkodliwą i zainteresowanie zgubne. Nie o to chodzi, żeby nieustannie dzieckiem kierować, cały plan jego zajęć mozolnie układać i systematycznie wykonywać, lecz o to, by w każdej epoce życia wzmacniać w nim i potęgować wszystkie pobudki uczciwego postępowania i pożytecznego zatrudnienia.
Czyż byłoby rzeczą tak trudną np. zamiast mówić „Nie bij siostry” lub „Nie sprzeciwiaj się siostrze”, powiedzieć czasem: „Prawda, że kochasz siostrzyczkę? Zrobisz jej przysługę, a sobie przyjemność, jeśli jej pomożesz ułożyć zabawki albo pokażesz jej i objaśnisz obrazki, albo opowiesz jaką historię”?
Skutek osiągniemy znacznie lepszy i bez porównania łatwiej. Najprzód dlatego, że działając na dodatnie uczucia dziecka (np. na przywiązanie do rodzeństwa i ambicję uczynienia czegoś pożytecznego), potęgujemy je, następnie i dlatego, że uczucia najlepiej się wyrabiają i utrwalają przez działanie pod ich wpływem, a wreszcie i dlatego jeszcze, że skłaniając dzieci do usług wzajemnych, wpływamy dodatnio na jedno i drugie zarazem, na jedno przez zachętę, na drugie przez dobry przykład, zmniejszając już przez to samo ilość przyczyn powodujących kłótnie i spory.
System pozytywnego wpływu, okazany na tym przykładzie, zastosować się da we wszystkich kierunkach moralnego wychowania w miejsce dziś ogólnie panującego systemu negatywnego. Wyższość jego w każdym wypadku na tych samych opiera się podstawach.
Dużo się mówi o panowaniu nad sobą, lecz ludzi umiejących nad sobą panować widzimy stosunkowo bardzo mało.
Dlaczegóż się tak dzieje?
Zdawałoby się, że system wychowania moralnego do obecnej pory stosowany powszechnie, choćby inne cnoty odłogiem pozostawiał, tę jedną rozwijać powinien.
Wszędzie to wszystko, co się liczy na karb dobrego postępowania dzieci, jest prawie wyłącznie i jedynie owocem panowania nad sobą, tak zwanej karności, tak ogólnie cenionego posłuszeństwa. Jak grzecznymi dziećmi są w naszych oczach takie, które do tego stopnia hamują swe naturalne skłonności, że ich prawie wcale w domu nie znać, tak wzorowym uczniem jest właściwie wobec sądu nauczycieli ten, o którego postępowaniu nie ma nic do nadmienienia, tj. ten, który wszystkie swe uczynki ściśle według regulaminu normuje!