Bo naprawdę, czy my chcemy, aby nas dzieci naśladowały?

Czy mamy takie żyjące w czynach, nie w słowach wyrażane i stwierdzane zasady? Czy one życiem naszym rządzą?

Niestety, nie!

Życiem naszym w ogóle rządzą pewne ustalone zwyczaje, czasem bardzo bezmyślne, czasem bardzo niedorzeczne i szkodliwe, a zawsze będące po prostu owocem naśladownictwa. Robimy to, co drudzy — a drudzy to, co my. Nie postępujemy ani tak, jak nam każe religia, ani tak, jak każe prawo, ani tak, jak nakazuje rozum i uczucie — ale tak, jak „się postępuje” w danym wypadku.

Weźmy pierwszy lepszy przykład. Jakiś porywczy człowiek wymierzy nam policzek. Religia każe nam wybaczyć, prawo pozwala skarżyć o czynną obrazę, rozum nakazuje ukarać albo unikać danego indywiduum.

Ale my robimy co innego. Stajemy na mecie6 i pozwalamy mu strzelać do siebie. Dlaczego? Bo tak się robi. Jest to tylko trochę dosadniejszy przykład spośród tysiąca innych, analogicznych.

Nieokreślone, nieosobiste „tak się robi” jest naszym jedynym i wyłącznym przykazaniem, rządzi nami. Każe nam czasem być dobrym, rzetelnym, uczciwym. miłosiernym, a czasem złym i okrutnym. Świadczy ono o tym, jak wielka jest potęga zwyczaju i przykładu, i powinno być dla nas ostrzeżeniem, że tylko przez przyzwyczajenie i przykład charakter naszych dzieci urabiać możemy.

Tam, gdzie jakiegoś ustalonego zwyczaju nie ma, lub też w wypadkach, których do powszedniej normy przymierzyć nie można, postępowanie nasze jest dziełem przypadku, chwilowego porywu, dobrego natchnienia lub ślepego popędu. I tym się to może właśnie tłumaczy, że ludzie ucywilizowani i porządni przeniesieni w sferę odmienną od tej, w której wzrośli, w inne kraje lub niezwykłe stosunki, tak szybko zrzucają z siebie zewnętrzny pokost7 cywilizacji i przestają być porządni. Tym się też może wyjaśnia, że jakikolwiek niepomyślny zbieg okoliczności, pierwsza lepsza próba życiowa lub co gorsza, przełom, od razu wytrąca z równowagi, wykoleja, doprowadza do rozbicia.

Gdybyśmy chociaż w obrębie tych codziennych, powszechnie panujących zwyczajów, mogli się ćwiczyć konsekwentnie w jakichś drobnych cnotach, to mielibyśmy jaką taką gwarancję, że dzieci, naśladując nasze postępowanie, wyrobią w sobie przynajmniej w pewnym kierunku niewzruszoną zasadę, która im się na coś przydać może.

Ale tak nie jest, zwyczaje nasze pełne są sprzeczności i urągających wszelkiej logice zestawień, a co najmniej połowa naszych postępków przeczy zasadom, które rozumem i słowami wyznajemy.