Bawiąc się tęczową piłką Dawida

Bladoróżowe, miały gęsią skórkę. Zdaje się, kosztowały

16,50. Przebite kurczyły się z sykiem i twardniały.

Leżała potem taka w agreście lub rabarbarze,

kula wgnieciona kopniakiem. Pękały jak bańki mydlane,

ile meczów zostało na zawsze niedokończonych.

Jesienią Matka piekła „burocorz”. Z buraków cukrowych

ściąganych z furmanek kijem zakończonymi gwoździem,

obok była cukrownia. Niezręczny harpunnik

ryzykował chlaśnięcie batem, ale warto było.