Był też Saturn, pojazd księżycowy od księdza Prawicy,
na baterie. Próg czy garść kasztanów, zawsze parł do przodu,
dając sygnał świetlny... Korzystając z chwili
siadam, plastikowy brzdąc, w jego kabince z pleksy
i ruszam na wojnę z czasem, miażdżąc gąsienicami
wszystko napotkane, rozkazuję się cofnąć,
rozkazuję się cofnąć, napompować wszystkie
tamte gumówki, uformować kolejki z fur, których już nie ma,
teraz jestem prawdziwy, błyska nade mną światełko.