węgielkiem jabłka. Wielka kosmiczna spalarnia.

I kiedy nas cucą

strażacy w pulsującej czerwieni kombinezonów,

zostaje w nas na zawsze

odrobina drugiego, wraz ze śladową ilością

porcelany, cukru, owocu.

I patrzę w twoje dziwne, zasmucone oczy.

I wtulasz się we mnie, wczepiasz.

Anioły rozwłóczą po polach

zbędne strzępy naszych ciał, nawóz.