rozpanoszyły się w nas, do ostatniej chwili

strzyżono trawniki, patrzono w telewizory i nie wierzono,

choć wojewoda w radiu już płakał, błagając

o ewakuację. Pojawiły się w mieście

pierwsze jaskółki trupów.

Całkowicie

zerwana

łączność.

Telefony komórkowe — do wyrzucenia. Na nic telegrafy.

Samochody — na nic. Amfibie — na nic. Wiersze na nic. Zostałem, zostaliśmy, staliśmy się