Zimno jak wtedy. Pół milimetra, o jakie spadnie

słupek rtęci w ściennym termometrze, gdy ustanie krzątanina

przeprowadzki. Przycinanie ogona, palenie sterty listów.

Zamierzchłe czasy odnowione na chwilę jak fresk w deszczu.

„Drabczyk pisał mi, że i od niego wycofałeś swój arkusz.

Cóż się dzieje z tobą? To chyba czwarty w ostatnim czasie”.

„Zajmij wreszcie w tej Warszawie jakieś fajne mieszkanie, ile lat będziesz cieciem?”

„Praca w radiu jest. Mieszkanie masz za darmo w Dobrzeniu u Kaczyńskich,

prawie na 100%. Cztery pokoje, łazienka, przedpokój jak salon”.

„Ale cię chwalą. Tylko nie wiem, co znaczy słowo aliteracje.